Dlaczego dzwoni do mnie windykator, chociaż nie mam długu?

2,68 mln Polaków ma na koncie zaległe długi[1]. Jak one powstały? Może być to wynik braku spłaty kredytu, pożyczki lub zakupów ratalnych, itp. Gdy zaciągnęliśmy zobowiązanie, a potem z jakichś przyczyn przestaliśmy je regulować, raczej spodziewamy się, że dostaniemy telefon z banku lub firmy pożyczkowej. Dlaczego w takim razie w tej sprawie dzwoni do nas nie firma, w której zaciągnęliśmy zobowiązanie, ale windykator? A co, jeśli przeciwnie  jesteśmy pewni, że nikomu nie jesteśmy winni pieniędzy, a mimo to odbieramy telefon od windykatora? Wtedy wprost nie wierzymy, że mamy jakieś zaległości do spłaty! Tymczasem, bywa tak, że posiadamy dług, o istnieniu którego nie mieliśmy pojęcia! Windykator może się z nami kontaktować np. w sprawie niezapłaconej kary za jazdę bez biletu w tramwaju, czy rachunku za prąd, o którym zapomnieliśmy. Rośnie także skala cyberprzestępstw. Oszuści przechwytują dane osobiste i zaciągają na ich konto kredyty czy pożyczki. Niestety, o zaistniałym przestępstwie właściciel danych dowiaduje się dopiero wtedy, gdy otrzymuje informacje o konieczności spłaty zadłużenia. We wszystkich wskazanych sytuacjach rozmowa z windykatorem, może być najszybszą drogą do pozbycia się finansowego problemu. Co zrobić, gdy dowiadujemy się, że dług nie jest wynikiem naszej nierzetelności, ale padliśmy ofiarą przestępstwa? O tym w kolejnym materiale Intrum z cyklu „Ogarniam finanse”!

Windykator, czyli kto?

Telefon z firmy windykacyjnej z pewnością może wywołać stres, ale zawsze największe obawy budzi to, co nieznane, dlatego warto wiedzieć, jak w ogóle dochodzi do sytuacji, że windykator się z nami kontaktuje i na czym polega działanie firm windykacyjnych.  Firmy zarządzające wierzytelnościami zajmują się odzyskiwaniem należności, a przez to, że pomagają wierzycielom odzyskać środki za dostarczone towary i usługi, sprawiają, że firmy i w ogóle – cała gospodarka mogą lepiej funkcjonować. Firmy windykacyjne zakupują także portfele należności od wierzycieli. W takim przypadku dana agencja windykacyjna staje się tzw. wierzycielem wtórnym i działa w swoim imieniu. Bez względu na to, z którym „scenariuszem” ma do czynienia osoba zadłużona, należy wiedzieć, że nie warto unikać kontaktu z windykatorem, bo to osoba, która pomoże wyjść z zadłużenia, albo uniknąć naprawdę dużych problemów finansowych, jeżeli ktoś jest dłużnikiem i o tym nie wie. Poza tym, kiedy kontaktuje się z nami windykator, to paradoksalnie dobra informacja, ponieważ oznacza, że tematem naszego zaległego długu nie zajął się jeszcze sądi możemy rozwiązać problem w sposób polubowny.

– Opóźnione płatności są ogromnym problemem polskiej gospodarki, za który płacimy wszyscy. Niespłacone kredyty, rachunki, mandaty, grzywny czy faktury, powodują w konsekwencji powstawanie zatorów płatniczych. Z kolei one przekładają się na to, że całe społeczeństwo, czyli wszyscy konsumenci, także ci, którzy sami nie mają długów, odczuwają to w postaci rosnących cen różnych usług i produktów. Dzięki działaniu firm windykacyjnych, zaległe długi mogą zostać odzyskane, co usprawnia obieg środków pieniężnych w kontekście całej gospodarki. Warto pamiętać, że za każdym razem, kiedy windykator kontaktuje się z osobą zadłużoną, obojętnie czy w swoim imieniu, czy też na zlecenie wierzyciela, występuje on w roli negocjatora, pośrednika, który na drodze windykacji polubownej chętnie pomoże konsumentowi ustalić przystępne i osiągalne dla niego warunki spłaty – mówi Magdalena Olechnowicz, ekspert Intrum.

Kara za jazdę bez biletu, rachunek za prąd czy telefon – to długi, których możesz nie być świadomy!

Długi, które powstają „mimochodem”, jak np. nieopłacona kara za jazdę bez ważnego biletu komunikacją miejską, wcale nie należą do rzadkości: takich kar nie płaci już 381 tys. Polaków i łącznie mają w sumie już ponad pół miliarda złotych zaległości za „jazdę na gapę”[2]!  Wystarczy „małe” zaniechanie i sprawa może szybko przybrać bardzo niekorzystny dla nas obrót:

– Dużym zaskoczeniem jest dla wielu osób fakt, że do Krajowego Rejestru Długów można zostać wpisanym już za niezapłacenie na czas 200-złotowego mandatu. Jeśli dług pozostanie niespłacony, to z czasem będzie rósł, bo powiększy się o opłaty dodatkowe i odsetki. W efekcie wszystkie koszty mogą wielokrotnie przekroczyć wyjściową kwotę samego mandatu. Takich nieprzyjemności najłatwiej uniknąć, od razu regulując karę w terminie podanym na nakazie zapłaty. Warto przy okazji przestrzec też te osoby, które z rozmysłem nie płacą nałożonych kar za brak biletu, bo liczą na szybkie przedawnienie się należności: przypomnijmy, że zgodnie z prawem przewozowym[3] przedawnia się ono po roku, ale wierzyciel może nas wpisać na listę dłużników już po 30 dniach od chwili, gdy minie termin uregulowania wspomnianej wyżej 200- złotowej kary, tak jak w przypadku innych niespłaconych należności. Mitem jest też to, że jeśli nie zapłacimy takiej kary, zostanie ona „ściągnięta” ze zwrotu podatku przy rozliczeniu PIT. W świetle prawa ta opłata nie jest bowiem mandatem karnym, tylko ma charakter cywilonprawny. Jedynym bezpiecznym wyjściem, aby się jej pozbyć, jest po prostu uregulowanie zgodnie z terminem podanym na wezwaniu – podkreśla Magdalena Olechnowicz, ekspert Intrum.

Innym przykładem niespłacanych należności, które trafiają do windykacji są np. rachunki od firm telekomunikacyjnych lub od zakładów energetycznych:

– Wydaje się, że trudno zapomnieć o uiszczeniu rachunku za prąd. Dostawca energii najpierw kieruje przecież do nas przypomnienia o zapłacie. Jeśli mimo to płatność nie jest wykonywana, o długu dobitnie przypomni po prostu odłączenie usługi. Ale bywają też sytuacje, gdy np. zmieniamy miejsce zamieszkania, zapominając uprzednio uregulować ostatni rachunek lub w ogóle powiadomić o tym fakcie właściwy podmiot. Niespłacone zaległości rosną, bo wierzyciel nie może skontaktować się ze swoim klientem. Wtedy prosi o pomoc firmę windykacyjną – mówi Edyta Stawowa, ekspert Intrum. Niejednokrotnie dopiero w rozmowie telefonicznej z naszym ekspertem konsument dowiaduje się, że ma dług na koncie. W takim wypadku kontakt ze strony windykatora pomaga bardzo szybko „wyprostować” sytuację i pozbyć się zaległości – dodaje Magdalena Olechnowicz, ekspert Intrum.

Kradzież tożsamości, czyli jak dochodzi do niezawinionych długów

Bywają też sytuacje, gdy zadłużenie na naszym koncie powstaje nie w wyniku naszego zapominalstwa, ale przy udziale osób trzecich – na drodze przestępstwa. To możliwe w przypadku kradzieży tożsamości, danych takich jak imię, nazwisko, nr PESEL czy numer dowodu osobistego, ale nie tylko! Bardzo cenne są dla złodziei także takie z pozoru „niewinne” dane jak numer telefonu, adres albo też login i hasło do kont w mediach społecznościowych. Często dochodzi do kradzieży takich informacji, gdy mamy niewystarczająco silne hasła, czyli zbyt krótkie, składające się np. z samych cyfr lub samych liter albo co gorsza – tych samych haseł i loginów używamy w różnych miejscach: do skrzynki mailowej, Facebooka, Instagrama czy też do logowania w sklepach internetowych. To wielki błąd, którego należy unikać! Wystarczy, że przestępca złamie hasło w jednym miejscu i błyskawicznie ma dostęp do pozostałych: np. naszego adresu zameldowania, pod który zamawiamy zakupy, faktur za zamówienia, na których często widniej numer konta bankowego. A jeśli w sklepie internetowym mamy oprócz tego zapisany na stałe numer karty kredytowej czy debetowej wraz z kodem CVV, to mamy gwarancję, że pieniądze z naszego konta znikną błyskawicznie, a do tego zostajemy z debetem, czyli długiem. Natychmiastowymi stratami finansowymi kończą się też popularne ataki phishingowe, gdy oszuści podszywają się pod banki, instytucje publiczne czy firmy kurierskie, mając na celu nakłonienie nas do wykonania przelewu na fałszywe konta. Jedno kliknięcie w niebezpieczny link przekierowujący do podejrzanej strony internetowej, także może się skończyć kradzieżą danych, a w konsekwencji – długiem.

– Warto mieć na uwadze, że przestępcy internetowi nie zawsze wykorzystują zdobyte dane natychmiast. Przypadki, gdy konsument dowiaduje się o tym, że stał się ofiarą przestępstwa, dopiero po kilku latach i jest już obarczony kilkoma kredytami, nie należą do rzadkości. Często wynika to z pewnego schematu działania przestępców: niektórzy z nich dane wykorzystują od razu, ale inni wyłudzają dane masowo, a potem wykorzystują je „partiami”, w jakichś odstępach czasu i na zasadzie bardzo mechanicznego działania: w tym samym momencie składają wnioski o kredyty w kilku bankach czy firmach pożyczkowych na dane tej samej osoby, a potem ofiara otrzymuje jednocześnie kilka wezwań zapłaty od różnych wierzycieli, albo też dowiaduje się o przestępstwie dzięki telefonowi windykatora. To kluczowy moment, w którym trzeba zablokować przestępcom dalszą możliwość działania i dążyć do udowodnienia, że to nie my zaciągnęliśmy dług. Skuteczny plan działania powinien składać się z poniższych kroków – podpowiada Magdalena Olechnowicz, ekspert Intrum.

Jak postępować, gdy dowiadujemy się, że ktoś zaciągnął nasze konto pożyczkę lub kredyt?

  1. Po pierwsze skontaktujmy się z firmą, bankiem czy instytucją, gdzie został zaciągnięty kredyt i poinformujmy, że kredyt jest wynikiem przestępstwa, złóżmy na piśmie odwołanie o zawieszenie spłaty z tego powodu.
  2. Zgłośmy fakt przestępstwa na Policję. Należy poinformować o wszystkich zobowiązaniach, o jakich wiemy. Od funkcjonariuszy otrzymamy stosowne potwierdzenie, że złożyliśmy zawiadomienie o dokonaniu przestępstwa. To niezwykle istotny dokument, którego kopię prześlijmy natychmiast wierzycielowi/wierzycielom.
  3. Zastrzeżmy w banku dowód tożsamości i zgłośmy to również na Policji: jeśli złodziej wykradł jego numery, i to na jego podstawie zaciągnięto kredyt, to istnieje ryzyko, że przestępca wykorzysta go po raz kolejny! Po zastrzeżeniu dokumentu trzeba oczywiście złożyć wniosek w urzędzie gminy o nowy. Nowy dokument będzie miał już inny numer i serię. Zmieńmy też od razu loginy i hasła do bankowości elektronicznej oraz innych miejsc, do których logujemy się w sieci – najczęściej bardzo trudno ustalić, jaką drogą dokładnie nastąpił atak i które z tych miejsc było „słabym punktem” w naszym finansowym bezpieczeństwie!
  4. Sprawdźmy swoją historię kredytową w rejestrach: BIK, KRD, ERIF. To pozwoli ustalić, czy istnieją jakieś inne zobowiązania, o których jeszcze nie wiesz. Co ważne, każdemu konsumentowi raz na pół roku przysługuje możliwość bezpłatnego zamówienia podstawowego raportu z tych rejestrów.

Aby utrzymać porządek w naszych finansach, dbajmy o regularność: pilnujmy terminów płatności na rachunkach, a ewentualne kary opłacajmy jak najszybciej. Przykładajmy też należytą uwagę do bezpieczeństwa danych. Jeśli jednak mimo to zdarzy nam się odebrać telefon od windykatora, nie ma powodów do paniki – warto podjąć z nim rozmowę, żeby mieć pewność, że mamy pełną wiedzę o stanie swoich finansów.

[1]Źródło: BIG InfoMonitor, czerwiec 2022 r.

[2] Żródło: KRD, lipiec 2022 r.

[3] Ustawa Prawo przewozowe art. 77 ust. 1.

Prawo w Polsce

Zarówno działy prawne, jak i kancelarie stoją przed rosnącą presją na innym froncie – dotyczącym zatrudnienia i „zatrzymania” utalentowanych pracowników. Zjawisko to nabiera znaczenia w kontekście nowych wymagań i oczekiwań większości specjalistów, że organizacje będą korzystały z technologii oraz wspierały preferowany przez nich tryb pracy: hybrydowy lub w pełni zdalny.

Mimo postępującej „Wielkiej rezygnacji” (globalny trend odchodzenia z pracy m.in. z powodu pandemii) okazuje się, że większość organizacji nie spełnia oczekiwań pracowników. Z tego powodu aż 70% ankietowanych prawników korporacyjnych i 58% kancelaryjnych twierdzi, że prawdopodobnie odejdzie z pracy w przyszłym roku.

Co więcej, badanie Future Ready Lawyer 2022 odnotowało znaczny wzrost liczby organizacji, które ponownie sprawdzają, kto i w jaki sposób pracuje. Oznacza to, że działy prawne oraz kancelarie coraz częściej wykorzystują różnego rodzaju rozwiązania – od pracowników kontraktowych po alternatywnych dostawców usług prawnych (ALSPs) oraz asystentów prawnych i paralegals.

Według liczby mieszkańców przypadających na jednego prawnika wśród krajów Unii Europejskiej w 2015 roku Polska zajmowała 13 miejsce na 28. Jeden prawnik przypadał w Polsce na 728 obywateli, podczas gdy w Hiszpanii na 189, we Włoszech na 250, Grecji na 255 obywateli. Podkreślić jednak należy,  iż są w Unii Europejskiej kraje, w których liczba prawników w stosunku do liczby obywateli jest jednak istotnie mniejsza (np. w Finlandii, ponad 3,5-krotnie mniejsza niż w Polsce).

Średnia dla 28 krajów Unii Europejskiej wynosi 1 prawnik na 431 mieszkańców, co oznacza że w średnia liczba prawników w UE w stosunku do liczby mieszkańców jest prawie dwukrotnie wyższa (170%) niż w Polsce.

Im więcej prawników w stosunku do liczby mieszkańców tym najczęściej bardziej liberalne zasady uzyskiwania uprawnień zawodowych.

Co zapewne nikogo nie zaskakuje patrząc na tabelę, najbardziej liberalny model uzyskiwania uprawnień prawniczych w UE jest w Hiszpanii. Przez lata (2002-2011) Hiszpania jako w zasadzie jedyna spośród państw Unii Europejskiej nie wymagała od starających się o dostęp do adwokatury jakichkolwiek wymogów praktyki czy weryfikacji wiedzy. Do hiszpańskiej palestry można było wstępować bez odbycia obowiązkowej aplikacji. Praktyka adwokacka była otwarta dla wszystkich absolwentów prawa, którzy zajmowali się zawodowo udzielaniem porad prawnych, reprezentowaniem oraz obroną stron we wszelkiego rodzaju postępowaniach. By móc wykonywać zawód, należało także uzyskać członkostwo w jednej z lokalnych izb adwokackich.

W Polsce największym problemem nie jest stosunkowo duża liczba prawników, ale przede wszystkim niska skłonność do korzystania z usług prawniczych.

To efekt przez lata ograniczania dostępu do zawodu przez oba samorządy  przez co sztucznie utrzymywana była niska liczba prawników w Polsce, co doprowadziło do sytuacji gdzie cena za usługi prawne byłą relatywnie wysoka przez co skłonność do korzystania z usług prawniczych niska. Utrzymująca się przez lata taka sytuacja w świadomości społecznej zbudowała obraz prawników jako niedostępnych i drogich. Nie były też przez lata podejmowane działania  mające na celu podniesienie świadomości prawnej społeczeństwa przez środowiska prawnicze, z uwagi na to, iż stosunkowo mała konkurencja na rynku nie wymuszał podejmowania tego typu działań.

Liberalizacja przepisów dotyczących przyjmowania na aplikacje prawnicze, szczególnie od 2002 roku zniesienie limitów przyjęć ilości osób na I rok aplikacji oraz od 2006 roku wprowadzenie państwowych egzaminów na aplikacje samorządowe, doprowadziło w konsekwencji od 2010 roku do gwałtownego wzrostu liczy prawników z uprawnieniami.

Był to czynnik, który spowodował, że Polska znalazła się w ścisłej czołówce krajów które w okresie ostatnich 15 lat odnotowały bardzo gwałtowny wzrost liczby prawników z uprawnieniami. Stabilny zaś rynek to taki, który rozwija się w sposób równomierny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *